Sławomir Uliński z Genowefy od ponad dwóch dekad z pasją tworzy haftowane obrazy. Ósmego listopada w Gminnej Bibliotece Publicznej w Krzymowie odbył się wernisaż jego prac. To kilkadziesiąt obrazów, które można podziwiać do dwudziestego drugiego listopada w sali konferencyjnej biblioteki.
Urodził się na Mazurach, wychował na Śląsku, a ponad dwie dekady temu osiadł ze swoją rodziną w Genowefie. Tworzy obrazy techniką haftu krzyżykowego.
– Ja praktycznie zacząłem mając dziesięć lat. Była przerwa, bo praca była, a potem zacząłem… od trzydziestu, dwudziestu pięciu lat, cały czas non stop – mówi Sławomi Uliński i dodaje, że wybrał haft krzyżykowy dzięki swojej babci.
– Moja babcia wyszywała, nauczyła mnie i cały czas to ciągnę. Teraz to jest może bardziej nowoczesne, bo jest i płótno inne, i nici inne. (…) Szczególnie ujmuje mnie historia i Jan Matejko, największy nasz malarz historyczny. To było moje marzenie, żeby mieć takie obrazy i się spełnia pomału. Ponadto żona lubi damy wyszywane. Wśród tematów są również konie, zwierzęta w ruchu i krajobrazy, też martwa natura, no wszystko jest piękne – mówi Sławomir Uliński, który wśród ważnych tematów, które haftuje, wymienia też sferę sakralną.
Haftowanie obrazów wymaga wrażliwości, ale też ogromnej cierpliwości, o czym niejednokrotnie mówił na spotkaniu. Bo prace, szczególnie te największe, powstają czasami miesiącami.
– Ja potrafię dziennie do tysiąca siedmiuset oczek wyszyć, a taki duży obraz ma około stu czterdziestu tysięcy oczek. To można łatwo policzyć, ile trzeba siedzieć, żeby to zrobić – mówi Sławomir Uliński.
W haftowaniu ważna jest także matematyka, bo wyszywane oczka trzeba liczyć, a pomyłka w rachowaniu czasami potrafi zniweczyć cały dzień pracy..
Na wystawę składa się kilkadziesiąt obrazów, które na co dzień zdobią dom artysty, przekształcony w swoistą galerię. Krzymowski wernisaż był pierwszą okazją, by szeroka publiczność mogła podziwiać je w jednym miejscu. A uczestników wydarzenia była pełna sala. To nie tylko rodzina, ale też znajomi i sąsiedzi państwa Ulińskich.
Bo należy dodać, że Sławomirowi Ulińskiemu towarzyszyła żona Wiesława, która zawsze jest przy nim, wspiera go i – jak mówił artysta – jest też pierwszym „kontrolerem jakości” tworzonych przez niego obrazów.
Podczas wydarzenia gość biblioteki opowiadał o swojej pasji, technikach pracy i inspiracjach. Uczestnicy mieli okazję zadawać pytania i porozmawiać z twórcą. Spotkanie przebiegło w ciepłej, wręcz rodzinnej atmosferze.
Wernisaż w Krzymowie to kolejny dowód na to, że biblioteka może być nie tylko miejscem dla książek, ale również przestrzenią spotkań z kulturą i sztuką.
– Przeżywam ogromną radość, że w naszej gminie codziennie odkrywamy tak cudownych ludzi, z którymi na przykład możemy spotkać się w tym miejscu. Bo właśnie jak powstała myśl o bibliotece (…) powiedziałam, że tu będą odbywały się spotkania autorskie, wernisaże, to tak naprawdę wydawało się, że być może to tylko słowa. W kwietniu minie dopiero rok, jak biblioteka została oddana do użytku, a tu już tylu wspaniałych ludzi mogło się z nami spotkać – mówiła wójt Danuta Mazur.
Dzięki takim inicjatywom lokalni artyści mają szansę zaprezentować swoje talenty, a mieszkańcy odkrywać piękno ukryte w czasami nieoczywistych formach twórczości.
– Utalentowani mieszkańcy naszego regionu powinni być promowani. Musimy o nich mówić, bo mamy się kim chwalić – mówiła Agata Kordylewska, Dyrektor Gminnej Biblioteki w Krzymowie i życzyła Sławomirowi Ulińskiemu poza zdrowiem, powodzeniem i szczęściem rodzinnym tego, żeby wzrok nigdy nie zawiódł i nigdy mu nie zabrakło żadnego koloru nici.
– Zdarza się. Najgorzej, wiesz, jak braknie na dwa oczka – odpowiedział z humorem Sławomir Uliński.