ZAWSZE MIAŁEM SZCZĘŚCIE DO LUDZI

Przez te piętnaście lat, które minęły bardzo szybko, były takie etapy od pewnej niepewności przez stabilizację i akceptację do dumy, tak myślę, z tego, co dzieje się kulturalnie w gminie Krzymówmówi Pawłowi Markowskiemu Krzysztof Kędziora, ustępujący Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Brzeźnie, który od pierwszego września obejmie funkcję dyrektora Teatru im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie.

Rozmawiamy trzydziestego pierwszego sierpnia, to ostatni dzień, w którym sprawuje pan funkcję dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Brzeźnie. Spędza go pan zadaniowo czy sentymentalne?

Bardzo zadaniowo, ale też sentymentalnie. W ogóle te ostatnie tygodnie były bardzo zadaniowe i sentymentalne jednocześnie i to jedno przesłania mi to drugie. To znaczy, może to nawet lepiej, że jestem tak obwarowany różnymi pracami związanymi z tym „wylogowaniem się” z gminy Krzymów, że troszkę nie mam czasu na sentymenty.

Wraz z pana odejściem z Gminnego Ośrodka Kultury, kończy się jego piętnastoletni etap. Obejmując tę funkcję, przychodził pan z planem. Czy wszystko udało się zrealizować, czy coś jest niedokończone?

Jakąś wielką radością było dla mnie to, jak kilka lat temu – nie wiem, czy w ogóle powinienem o tym mówić – ale zajrzałem sobie do takiej teczki, w której był program, który przedstawiłem wtedy w konkursie. I pamiętam, że on był robiony bardzo na wyrost, bo wiadomo, że takie konkursowe rzeczy robi się zawsze z „górką”, żeby pokazać jakąś nową jakość. I jak sobie spojrzałem na to wszystko, co sobie zaplanowałem wtedy, co było na wyrost, w co nawet Tadeusz Jankowski, ówczesny wójt, który mnie przyjmował do pracy, nie wierzył, że uda się tyle rzeczy zrobić w małym ośrodku kultury… Do czego zmierzam. Chodzi o to, że jak sobie przeczytałem tę całą listę zamierzeń, to właściwie udało się je wszystkie, łącznie z orkiestrą, zorganizować w ciągu pierwszych trzech lat. To wszystko, co było po tym, było już nową jakością. Ja zawsze miałem szczęście do ludzi i dobór odpowiednich instruktorów, ale też przychylność kolejnych rad gminy… Chociaż z małymi wyjątkami. Nie zawsze było tak kolorowo. Wśród radnych byli też tacy, którzy kompletnie nie rozumieli, po co się wydaje pieniądze na kulturę, skoro można na lampy na przykład. Ogólnie, całe to otoczenie w pewnym momencie, po tym roku czy dwóch niepewności, pamiętam to doskonale, bo przecież ja przyszedłem z zewnątrz, nie jestem mieszkańcem gminy Krzymów, i to było takie wzajemne patrzenie na siebie:  po co kultura, skoro do kina w Koninie jest niedaleko, dlaczego w Brzeźnie, a nie w Krzymowie, potem przyszedł etap akceptacji. A później przyszedł taki  czas jeszcze –  myślę, że to związane jest z tym, że młode pokolenie rodziców przeprowadziło się – był taki czas i w sumie nadal jest, że Brzeźno się bardzo rozbudowuje i tych uczestników zajęć było coraz więcej. W każdym razie, przez te piętnaście lat, które minęły bardzo szybko, były takie etapy od pewnej niepewności przez stabilizację i akceptację do dumy, tak myślę, z tego, co dzieje się kulturalnie w gminie Krzymów. I bardzo się cieszę, że to nie był zmarnowany czas. To, co miało być niewykonalne przy takim budżecie i w małej gminie, okazało się wykonalne, co jest kolejnym dowodem i dla mnie na kolejne moje zawodowe aktywności na kolejne lata, ale również dla takich małych społeczności, że te nasze ograniczenia, blokady i strachy przed wielkimi marzeniami są zawsze w naszych głowach.

Pan stworzył tę instytucję. Jest pan pierwszym jej dyrektorem. To było łatwe zadanie, czy łatwiej jest wchodzić w coś, co już istnieje i ewentualnie zmodyfikować?

W związku z moją pracą w Gnieźnie, ja już dwa miesiące temu zacząłem, wiadomo, jeszcze nie pracę, ale zapoznawanie się z instytucją. I właściwie myślę, że nie da się tego tak dokładnie porównać.  Bo ja pamiętam swój pierwszy dzień, kiedy przyjechałem do wójta gminy Krzymów, który wręczył mi powołanie na to stanowisko, po czym przyjechałem do Brzeźna, wszedłem do swojego dotychczasowego gabinetu, do czterech ścian, które jeszcze pachniały farbą i zastanawiałem się, co ja tu będę robił. I jak to będzie wyglądało za dwa, za cztery, za sześć lat – nie sądziłem, że tak długo mi tutaj zejdzie. Więc na początku było to niedowierzanie przed jakim zadaniem staję, bo to jest pewna odpowiedzialność. Ja miałem wtedy dwadzieścia pięć lat. Ale zaraz znaleźli się ludzie, choćby w osobie pana, pani Ania i wszystkie te osoby, które do tej pory się przewinęły. Pan Józef Ziarniak, świętej pamięci, który też był moim ogromnym wsparciem. Więc wszyscy wzajemnie uczyliśmy się tego, jak taka kultura powinna wyglądać. Spełnialiśmy też swoje marzenia, jakieś ambicje. Więc tego nie da się porównać. Tam, do Gniezna, wchodzę w coś, co już jest, ale też z nową wizją, więc to jest coś innego. Nie wchodzę tam do czterech ścian. Chociaż tak sobie myślę, że tam jest teraz plac budowy w tym Gnieźnie, bo teatr buduje nową scenę kameralną i ogólnie, jak państwo się wybiorą do teatru, bo serdecznie zapraszam, to tam wszystko jest takie jeszcze świeżo po remoncie, bo jest w dużej mierze. Więc nie wiem, co jest łatwiejsze, natomiast wspominać jest miło, że z tych ścian pachnących farbą, oczywiście nie tylko z samego gabinetu, udało się dużo rzeczy dzięki ludziom, dzięki temu miejscu, które zyskało też dla nas magię osobiście, bo mówi się na to nie ośrodek, ale dom kultury. To dla nas, dla pracowników był to dom. Dla was jest, dla mnie zawsze będzie sentymentalnie domem, do którego z przyjemnością będę wracał.

Co zatem spowodowało, że wziął pan udział w konkursie na dyrektora teatru imienia Aleksandra Fredry?

To nie było tak, że ja chciałem być dyrektorem teatru gdziekolwiek. Ja ogólnie osobowościowo średnio się odnajduję w dużych miastach. Natomiast zawsze fascynowało mnie to, bo Teatr Fredry był moim pierwszym kontaktem przed trzydziestu laty w ogóle z teatrem. Ja jestem ze Ślesina, więc on mi jest najbliższy. Tam były moje pierwsze dziecięce fascynacje, które później się przerodziły też w to, co robię zawodowo w ramach teatru. I kiedy pojawiła się  informacja o tym, że będzie konkurs, właściwie już drugi, bo pierwszy został unieważniony, to kiedy pojawiła się informacja o tym, że jest taki konkurs, to stwierdziłem, że ja właściwie spełniam te wszystkie kryteria i zawodowo, i jeśli chodzi o wykształcenie czy doświadczenie teatralne, bo jestem dramaturgiem prawie od dziesięciu lat, piszę sztuki, więc stwierdziłem, że warto wziąć odpowiedzialność za teatr i robić to na poważnie, i na tym się skupić. Nie będę udawał, że znam się na wszystkim. Że znam się na orkiestrze, że znam się na prowadzeniu chóru. Część z tych działalności, które są nawet w ośrodku kultury tak, jak taniec, to są dla mnie dziedziny kompletnie obce. A wydaje mi się, że w temacie teatru udało mi się już sporo zrobić, bo choćby to, że w ciągu dziewięciu lat miałem trzynaście premier moich tekstów, które są grane w teatrach w Polsce. Moja żona produkuje spektakle, które ja napisałem, które też się cieszą  popularnością w teatrze objazdowym, więc był to dobry czas. A że jeszcze stuknęła mi pierwszego lutego czterdziestka, to jeżeli nie teraz, to kiedy?

Od jutra, od pierwszego września, na pana miejscu pojawi się pani Urszula Kucharska. Czego pan jej życzy?

Ja przede wszystkim cieszę się bardzo i bardzo jej kibicuję dlatego, że – poczytuję to sobie też za zaszczyt i pewną odpowiedzialność – to ja zadzwoniłem z takim pomysłem do pani Urszuli Kucharskiej, żeby zastanowiła się nad startem w konkursie. A życzę jej tego, aby ludzie otaczali ją swoją życzliwością. I to są może takie słowa bardzo wzniosłe, ale naprawdę bez dobrego otoczenia, bez ludzi, którzy rozumieją kulturę, ciężko jest w tej branży. Bo jeżeli nie ma przychylności, jeżeli nie ma odbiorcy przede wszystkim, jeżeli nie ma zainteresowania, jeżeli też samorząd by nie sprzyjał i nie rozumiałby potrzeb kultury… Ja miałem ogromny komfort tej pracy przez piętnaście lat. Wiele osób, które ze mną pracowały rozumiały drogę, którą razem podążamy, a z drugiej strony samorząd też wiedział, że ta kultura się rozwija i warto w nią inwestować. I tego bardzo serdecznie życzę pani dyrektor Urszuli Kucharskiej. A jeżeli te życzenia się spełnią, to myślę, że za kolejne lata – w jej przypadku pierwsza kadencja będzie trwała trzy lata – ten GOK będzie jeszcze dalej, niż jest dzisiaj.

A panu czego życzyć?

Zdrowia przede wszystkim, bo w związku z tym, że ja już na ostatku nie muszę trzymać fasonu takiego służbowego jak do tej pory, to powiem, że w ramach badań wstępnych do nowej pracy wyniki mi takie wyszły, które wymagają ode mnie pewnej interwencji. Więc zdrowia i cierpliwości, i żebym miał fajnych ludzi wokół. Zresztą w kulturze to są chyba takie standardowe życzenia, żeby mieć wokół siebie ludzi, którzy będą mnie wspierać w tej drodze. A jeszcze jak zobaczę w teatrze mieszkańców gminy Krzymów, a naprawdę znam państwa choćby z widzenia, a wielu z imienia i nazwiska, to będzie mi naprawdę jeszcze łatwiej. Tak więc serdecznie państwa zapraszam i trzymajcie kciuki. I liczę na to, że będziemy kontynuować naszą znajomość, bo bardzo chętnie będę powracał do gminy Krzymów. Już jako widz, jako osoba, która dopinguje tym wszystkim działaniom. Trzymam też kciuki za samorząd, bo gmina Krzymów naprawdę przez tych piętnaście lat, nie tylko w kulturze, bardzo się rozwinęła, bardzo pozytywnie się zmieniła, więc również państwu życzę wszystkiego dobrego na kolejne lata.

Masz pytania?

Skontaktuj się z nami, postaramy się rozwiać wątliwości.

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.